Zacznijmy od danych. „Główny Inspektorat Weterynarii podaje: w 2024 roku w schroniskach dla zwierząt przebywało 76 410 psów oraz 35 290 kotów.
Na przestrzeni ostatnich lat corocznie do adopcji oddawanych jest około 60% zwierząt przebywających w schroniskach. Należy wyjaśnić, iż podając liczbę adoptowanych zwierząt, uwzględnia się zarówno zwierzęta, które zostały odebrane ze schronisk przez swoich dotychczasowych właścicieli, jak również zwierzęta adoptowane przez nowych opiekunów. W 2024 r. ze schronisk dla zwierząt adoptowano:
• 49 212, tj. 64,4 % psów przebywających w schroniskach w 2024 roku oraz o 1950 psów mniej niż w 2023 roku;
• 21 513, tj. 61 % kotów przebywających w schroniskach w 2024 roku oraz o 1035 kotów więcej niż w 2023 roku”
Nie znalazłam statystyk mówiących o tym, ile z tych adopcji było trwałych, tzn ile zwierząt pozostało w domach adopcyjnych. Spora część psów (i kotów) po adopcji zostaje przekazana osobom trzecim, zostaje zwrócona do schroniska/fundacji. Część „znika” – można się tylko domyślać, że zostają uśpione, porzucone.
Od jakiegoś czasu staram się zwracać uwagę na odpowiedzialność przy podejmowaniu decyzji o adopcji. Nie chodzi mi przecież o to, aby zwierzęta pozostawały w schroniskach.
Po pierwsze dobro zwierząt:
-
Zwierzę to nie przedmiot, który można dowolnie przenosić z miejsca na miejsca, zmieniać mu warunki, otoczenie, opiekunów. Nawet rośliny nie znoszą takiego traktowania. (o sytuacjach, w których nie ma innego wyjścia poniżej)
-
Nieudana adopcja zmniejsza szansę na kolejną. Zazwyczaj stan psychiczny zwierzęcia zdecydowanie się pogarsza. Dom adopcyjny nie oddaje psa do schroniska dlatego, że tak świetnie sobie poradził z problemami, ale zazwyczaj dlatego, że albo pogłębiły się problemy z którymi pies wyszedł ze schroniska, albo wręcz stworzono kolejne.
Po drugie ludzie:
-
Podjęcie decyzji o oddaniu psa jest zazwyczaj bardzo trudne, okupione wyrzutami sumienia (nie zawsze zasłużonymi).
-
Czasem ludzie z domu adopcyjnego pozostają w traumie, zwłaszcza, jeżeli doszło do poważnego ataku psa na domowników, ich zwierzęta, osoby postronne. Poczucie winy, porażki, bezradności – to raczej nie pomaga w decyzji o ponownej adopcji (ani kupienia psa, ale ten tekst nie o kupnie jest)
-
Ludzie po „nieudanej” adopcji prawdopodobnie nigdy nie zdecydują się na ponowne szukanie psa z puli psów bezdomnych, co więcej, ich rodzina i znajomi mogą również zrezygnować z takiego rozwiązania. Zamyka to drogę do adopcji wielu psom.
Zamiast szukać winnego sytuacji lepiej zastanowić się, jak zminimalizować ryzyko.
Mamy psa, schronisko/fundację i dom adopcyjny. Trzy możliwe punkty, które przyczynią się do niepowodzenia. A wystarczy jeden, aby adopcja się nie udała.
Zacznijmy od psa. To element najbardziej bezbronny, pozbawiony wpływu na sytuację, najbardziej wrażliwy. Schronisko/fundacja i dom adopcyjny poradzą sobie. Pies nie będzie miał ani takiej szansy ani możliwości. Pies nie przemyśli, nie wyciągnie wniosków, nie popracuje nad sobą.
To, co może psu pomóc znaleźć dom na stałe to przede wszystkim dobry opis. Taki, który pokaże mocne strony, ale też taki, który będzie zawierał wszystkie problemy i zagrożenia.
W tej kwestii często wydający do adopcji i przyjmujący psa zgodnie grzeszą nadmiarem optymizmu, ignorowaniem faktów, czasem też niewłaściwą, pozbawioną wiedzy oceną.
Jeżeli pies ma za sobą historię pogryzień ludzi, to ciężko oczekiwać, że od pierwszych dni będzie kochał swoich wybawców, doceni szansę, nigdy już nie wykaże agresji. Jednak zdumiewająco często widzę coś zaskakującego: wiarę w to, że pies wie ile dla niego zrobiliśmy, że wystarczy go kochać. No niestety, nie, nie wystarczy. Będę marudą i niszczycielem dobrej zabawy oraz pogromcą uśmiechów dzieci: szybciej i lepiej dla psa będzie trafić do domu, w którym nie będzie „miłości” ale będzie wiedza, szacunek dla psa i jego możliwości, odpowiednia przestrzeń, dbałość o jego dobrostan, niż trafić do domu gdzie braknie wiedzy, umiejętności i dystansu, za to psa osaczy „miłość”.
Wiedza i miłość się nie wykluczają! Ale jakbym miała wybierać tylko jedno, stawiam na wiedzę. Zwłaszcza dla psa z problem behawioralnym.
Długo by o tym można, to tylko zarys problemu.
Wróćmy to czynników wpływających na adopcję: organ wydający psa do adopcji. Im lepiej pozna swojego tymczasowego podopiecznego – tym lepiej. Ty więcej będzie mógł przekazać adoptującym. Im lepiej oceni charakter psa, jego potrzeby i możliwości – tym większa szansa na dom, w którym ten pies odzyska radość życia.
Zdecydowana większość organizacji naprawdę wie co robi, zna swoich podopiecznych, ma rozbudowany program adopcyjny, nie wydaje zwierząt pochopnie, w nieznane ręce. Większość. Należy wystrzegać się mniejszości. Są miejsca, które w ogóle nie powinny istnieć.
Życie to nie taniec jednorożców na tęczy, zdarza się, że mimo najbardziej przemyślanej decyzji, podejmowanej z rozwagą, pracy na spacerach adaptacyjnych i tak pies nie będzie mógł zostać w domu adopcyjnym. Zachowanie psa, jego reakcja na różne bodźce to mieszanka jego genów, wychowania, doświadczeń życiowych. Wyzwalaczem będzie środowisko. I nie zawsze można przewidzieć co się zdarzy. Pies w domu tymczasowym absolutnie akceptował koty a w domu adopcyjnym poluje na nie? Pies w domu tymczasowym (lub schronisku) nie wykazywał agresji do dzieci? W domu adopcyjnym wykazuje. I co wtedy? Konsultacje, praca, trening. I czasem nic nie pomaga. Wtedy niestety zachodzi konieczność chronienia ludzi i zwierząt, którzy już w tym domu mieszkają. Nie można ratować jednego zwierzęcia kosztem drugiego.
Jeżeli więc schronisko czy fundacja zadają wiele pytań, bardzo szczegółowych pytań, to nie dlatego, że chcą wiedzieć o adoptujących wszystko z ciekawości samej. Oni znają swoje zwierzęta, więc mogą wskazać takiego psa, który w domu adopcyjnym się odnajdzie. Np. nie wydadzą 40 kg seniora ze zmianami zwyrodnieniowymi samotnej kobiecie 60+ mieszkającej na 4 tym piętrze bez windy. Oczywiste, prawda? Ani nadreaktywnego psa z kontrolą zasobów rodzinie z trójką dzieci w wieku 2,4, 7 lat.
To się nazywa wiedza i odpowiedzialność.
A odpowiedzialność prowadzi do ostatniego punktu: dom adopcyjny. To na nim spoczywa ostateczna odpowiedzialność. To on bierze na siebie odpowiedzialność za życie psa. I swoje własne. Dlatego to dom adopcyjny powinien poświęcić najwięcej czasu i dobrze przemyśleć decyzję. Nie tylko w zakresie tego, którego psa wybrać, skąd, w jakim wieku, płci, rozmiarze, kolorze, typie. No to po kolei:
-
Pieniądze: adopcja zazwyczaj nie kosztuje nic. Pies kosztuje dużo, czasem bardzo dużo. Jeżeli jest młody i zdrowy to tyle co karma, szczepienia, środki pp kleszczom. Jeżeli okaże się, że choruje, najgorzej przewlekle, rodzinny budżet zostanie obciążony kilkoma setkami złotych. Może iść w tysiące. To samo w przypadku problemów behawioralnych: treningi ze specjalistami kosztują.
-
Czas: oprócz nielicznych przypadków i psów w podeszłym wieku pies wymaga bardzo dużo czasu. Około 3 h dziennie, to minimum. Którego większość psów w mieście nie dostaje! Oprócz spacerów dla fizjologii psy potrzebują ogromu nieskrępowanego ruchu, przemierzania przestrzeni, niektóre dodatkowo wymagają dużo kontaktu z człowiekiem, zabaw, pracy.
-
Warunki: nienawidzę powiedzenia, że lepiej 12 h samemu w mieszkaniu niż samemu w schronisku. Pies z lękiem separacyjnym pozostawiony w mieszkaniu cierpi tak samo jak pozostawiony w schroniskowym boksie. Jeżeli pies ma spędzać samotnie długie godziny to trzeba wybrać psa, dla którego nie będzie to problemem. Lub mieć pieniądze i czas, aby ten problem rozwiązać. Są też psy, które nie nadają się do życia w mieście, są zbyt wrażliwe (dosłownie: wyostrzony wzrok, węch, słuch mogą zamieniać życie psa w mieście w piekło). Nie masz możliwości zapewnić psu codziennego spaceru poza miastem? Nie masz jak tam dojechać, nie masz na to czasu? Weź tylko takiego psa, który nie będzie tego potrzebował!
Adopcja nieprzemyślana, w ciemno, emocjonalna i impulsywna to nie jest to, czym pomożesz psu.
Chcesz adoptować? Wspaniale! Tysiące psów czeka, na pewno wśród nich jest ten, z którym będziecie szczęśliwi.
KAŻDY pies zasługuje na adopcję. Adopcja to nie konkurs na to, kto BARDZIEJ uratował psa. To nie karma dla własnego ego, budowania się w pseudopomaganiu bez oglądania się na skutki.
Adoptujesz? Wybieraj psa, który z tobą będzie szczęśliwy, któremu możesz zapewnić właściwe warunki, na którego masz czas, i na którego będzie cię stać.
Wśród dziesiątków tysięcy zwierząt czekających na adopcję na pewno jest to, które czeka właśnie na ciebie.
Schroniska/fundacje mają różne podejście do wyadoptowywania zwierząt. Skrajne. Są takie, które uważają, że jedynym miejscem, w którym może żyć pies jest ich fundacja. Ich zasady, ich warunki. Niemal każdy chętny jest odrzucany, bo nie dysponuje tym, co ww ośrodek uznał za podstawowe i niezbędne) np. 300 ha własnego gruntu, własny kompleks leśny, ogrodzenie ze stali chirurgicznej, ujęcie wody oligoceńskiej i karma z płetwala błękitnego. Inne wydadzą psa jak bagaż z przechowalni, nie zadając pytań, nie sprawdzając niczego, bo wszak lepiej psu w każdym domu niż w schronisku.
Niektóre ośrodki wstrzymują adopcje w okresie świątecznym, wiedząc, że ludzie podejmują decyzje pod wpływem emocji. Inne wręcz przeciwnie, wykorzystują świąteczny obłęd i za przeproszeniem wciskają adopcje między świąteczny serniczek i barszcz z uszkami. Licząc, że pies zabrany ze schronu nie wróci. „Podaruj psu na święta dom”. Brzmi pięknie, prawda. A po świętach?
Skrajności zostawmy.
Jest wiele, naprawdę wiele fantastycznych małych schronisk, fundacji, które mają pod opieką tysiące psów. Zajmują się tylko taka ilością zwierząt, na jaką mają czas, siły, miejsce i fundusze.
Nie masz warunków i czasu? Możesz pomóc psom wspierając finansowo schronisko lub fundację, zostając wolontariuszem.
Ps. Kupienie psa z hodowli wcale nie jest lepszym rozwiązaniem!!! Jest zupełnie innym rozwiązaniem i o tym kiedy indziej.
